heksagon szczęścia na nowy rok

Koniec starego roku i początek nowego to dobry czas na robienie podsumowań i określanie celów na następne miesiące. Najtrudniejszą rzeczą jest te cele realizować SYSTEMATYCZNIE (moja bolączka). Może do ich realizacji pomoże mi raz spisany porządnie post?

Z pomocą przychodzi heksagon szczęścia. To graficzne ujęcie obszarów życia, w których można by było czuć się spełnionym. Dbanie niestety o 6 obszarów jednocześnie przybliża nas do pełni szczęścia lub po prostu chcę w to szczęście wierzyć. Poniższy heksagon to także znajdowanie MOICH ścieżek w gąszczu wyborów dnia codziennego. Dla osoby, która lubi wiele projektów, to „przypominajka”, by nie ekscytować się rzeczami wkoło, bo nadal doba ma 24h i skupić się na tym, co w końcu dla mnie WAŻNE.

 

 

I tak, zaczynając od najważniejszego, czyli zdrowia. Inspiracją posłuży grafika odtworzona z pamięci widziana gdzieś w otchłani internetów, która mówiła o tym, że gdy zabraknie zdrowia, zostajemy z samymi zerami i wiele rzeczy tracimy lub nie jest po psortu nam z tym dobrze. Jestem ogromnie wdzięczna światu, że jestem zdrowa.

W tym obszarze dla mnie mieści się dbanie o swoje ciało i umysł, sen, czy stosowanie odpowiedniej diety.

Do banałów można zaliczyć co roczne badania krwi, odbywanie wizyty u ginekologa, ale jednak gdy się tego nie pilnuje, nagle robi się 5 lat od ostatniego badania. Niektórzy stosują strategię jak mnie trafi choroba to trafi. Dla mnie ta strategia nie jest najlepsza. W dużej mierze choroby są efektem, wynikiem naszych zaniedbań, naszych złych nawyków.

Po banałach, ostatnio nowym odkryciem jest dla mnie uczęszczanie na wizyty z biorezonansem.  Temu tematowi poświęcę nowy temat i go więcej rozwinę, bo jest co najmniej kontrowersyjny. To 1,5 h mniej więcej raz w tygodniu lub co drugi tydzień, gdzie odbywają się wizyty. To przerwa na zorientowanie się, co dzieje się w organiźmie i odpowiednia w związku z tym reakcja na diagnozę.

Od  zawsze był ważny dla mnie sen. Całą noc przesypiam spokojnie, nawet gorzej, nigdy nie mogę się dobudzić i potrzebuję 2-3 drzemek. Warto poćwiczyć przy okazji nad mniejszym ociąganiem się przy wstawaniu z łóżka. Człowiek niewyspany, ładowany nowymi bodźcami prędzej czy później spowoduje jakąś mniejszą lub większą katastrofę. Wolalabym tego unikać, więc sen w ilości 7,5h dla mnie to optymalny czas. Kto mnie zna to też wie, że żaden ze mnie skowronek 😉

Zdrowie to dbanie o zęby – ściągnięcie aparatu i kontrola efektów.

To dieta pomniejszona o produkty z pszenicy, które mi po prostu nie służą. To postanowienia bardziej rozsądnego picia alkoholu, to nie sięganie po niego za często czyli częściej niż raz w tygodniu.

To dieta, która pomoże mi zredukować tkankę tłuszczową bez efektu uczucia głodu. Dla mnie najsprawniejszym rozwiązaniem póki co jest jedzenie 4 posiłków dziennie co 3-4 godziny. Gdy zaburzam ten proces, momentalnie pojawiają się bóle głowy czy żołądka, które prawdopodobnie są walką organizmu o wyrównywanie poziomu cukrów.

Etap gotowanie BEZ wszystkiego zakończony. Eksperymentowanie w kuchni a i owszem, ale postanawiam, nauczyć się kuchni Polskiej (zraziki w sosie pieczeniowym z kapustą modrą mniaaam) oraz poszerzać horyzonty w diecie wegetariańskiej, alternatywnej – zaskoczeniem np. jest tu pieczona pietruszka z przyprawami garam masala wyczytana z książki Jadłonomia.

To w 2016 i 2017 odkryłam i nadal odkrywam, że nasze ciało dużo nam mówi, a my utraciliśmy zdolność jego słuchania. Że człowiek pędzący od zadania do zadania, nie ma czasu tego robić. Zdrowy organizm nie ma rewolucji. Biegunka jest odpowiedzą na napotkane wirusy, bakterie, to zjedzenie niedobrego jedzenia z knajpy, lub jedzenia, którego organizm po prostu nie toleruje. To efekt tego, że po jedzeniu nie powinniśmy czuć senności. Jeśli tak jest to znaczy, że zjedliśmy za dużo lub w złych proporcjach odżywczych. No dobra – bądź tu mądry i pisz wiersze… tak, na słuchanie organizmu potrzeba nauki i czasu. To początkowo celebrowanie posiłków, komponowanie ich i cieszenie się każdym kęsem. Czy tak robię? Na ile mi czas pozwala. Obecnie kończę dietę pudełkową, która też powinna być szerzej opisana – zdradzę ogromny plus. Dostarczanie jedzenia pod drzwi zwalnia z obowiązku myślenia o tym co i kiedy się ugotuje.

To moje przyglądanie się jak znikają kilogramy po odstawieniu pszenicy, która powodowała efektu puchnięcia oraz zaklejania organizmu. Ktoś mógłby powiedzieć, że przesadzam, ale drobna zmiana diety, pozostawienie jej w takim wydaniu jak kiedyś, z różnicą odstawienia pszenicy, jest dla mnie wystarczającym argumentem, że „coś w tym jest”.

Jeden punkt tak obszerny uświadomił mi, że kolejne będą w osobnym poście, jak zbiorę ogrom pomysłów w całość…